RSS
wtorek, 14 października 2008
Pożegnanie

Kiedy jest najlepszy czas, by Wściekła Młoda Matka zakończyła pisać swojego bloga:

> dziecię ideałem się staje i przymiotnik 'wściekła' nie ma już racji bytu, staje się naciąganą kreacją bez realnego pokrycia w złocie

> zaczynają się telefony od head hunterów, w starej pracy też powoli mówią o powrocie; wściekła młoda matka kupuje kilka 'pracowych' ubrań i buty na niebotycznym obcasie (i ma ochotę na następne!)

> hormony przestają wariować i pracują 'przedciążowym' rytmem

> forum dzieciowe, na którym udzielała się Młoda Matka, przestaje interesować; link w Ulubionych zakurzony i nieużywany

> jeansy sprzed ciąży leżą idealnie, a miejscami nawet za luźne się stają

Ponieważ wszystkie powyższe okoliczności właśnie zaistniały, chciałam niniejszym się pożegnać, podziękować tym, którzy zaglądali, czytali i komentowali. Nigdy nie myślałam, że będę pisać bloga - pierwsze 3 wpisy to moje maile do koleżanek z pracy, w których dawałam znać co u mnie. Jedna z nich (dzięki, Sylvie) podsunęła mi pomysł blogowania i tak to już jakoś poszło.

A teraz już się zwijam, udaję w rzeczywistość nieco mniej wirtualną. Laptopa chowam do futerału, zwijam kabel od myszki, link do bloga wrzucam do archiwum.

Idę na dwór odetchnąć świeżym powietrzem. Jesień w mieście jest taka piękna.

poniedziałek, 06 października 2008
Posmak sportów ekstremalnych

Niektóre Młode Matki nie są stworzone do błogiego siedzenia w domu. Albo inaczej: może nawet chciałyby mieć święty spokój i dać się lekko zasuszyć, ponieść marazmowi, ale los daje im do zrozumienia, że na odpoczynek jeszcze za wcześnie.

Trzeba jednak zauważyć, że wszystko co wykracza poza zwykłą opiekę nad dzieckiem ma już dla Młodej Matki posmak sportów ekstremalnych. Ci, którzy szukają mocnych wrażeń nie muszą już płacić kokosów za skoki spadochronowe i jazdę na nartach poza szlakami.Chętnie za niewielką opłatą pozwolę im zastąpić się w następujących sytuacjach:

- pobranie krwi trzylatkowi; matka i trzy pielęgniarki trzymają, czwarta pobiera; wcześniej, w oczekiwaniu w kolejce do pobrania głośne komentarze dziecka: Dlaczego ta pani nie ma oka? (przechodzi staruszka z zaklejonym okiem); Dlaczego ta pani nikomu nie pokazuje swojego siku? (pani właśnie wyszła z toalety, wstydliwie owijając pojemniczek na mocz papierem toaletowym; pewnie liczyła na dyskrecję)

- przeprowadzka (czyli spakowanie całego dobytku, a następnie jego rozpakowanie) i równoczesna opieka nad dwójką małych dzieci, w tym jednym chorym, które mimo gili wiszących do pasa bardzo chce we wszystkim "pomagać"; dodatkowe skoki adrenaliny gwarantowane, gdy nagle trzeba coś odnaleść w morzu identychnych kartonów

- jest i zadanie dla mózgowców: uszereguj następujące czynności, tak, aby zaspokoić roszczenia wszystkich członków rodziny.

>> przewinięcie płaczącego dziecka; no ok, małe dziecko to w tym wszystkim najmniejsze piwo. W dzień nawet dosyć łatwo daje się spacyfikować, ale za to jak potem w nocy pięknie ząbkuje!

>> nakarmienie głodnego trzylatka, żywiącego się wyłącznie makaronami, dla ułatwienia dodam, że makaronu nie masz w czym ugotować, bo zamówione 3 tygodnie temu garnki do nowej kuchenki indukcyjnej jeszcze nie przyszły, a stare się nie nadają; czeka Cię gotowanie makaranu na głębokiej patelni

>> wręczenie mężowi kluczyków do samochodu, który musi natychmiast przestawić, bo przyjechali elektrycy (nie wiesz, gdzie masz kluczyki, bo nie mają jeszcze w tym domu swojego miejsca, musisz ich poszukać, jest szansa, że znajdziesz je w torebce, ale GDZIE DO DIABŁA JEST TOREBKA?)

>> odebranie dzwoniącego telefonu (teściowa)

>> wyjaśnienie pani ścierającej z waszego domu pobudowlane pyły i naloty, gdzie jest miska, otóż miski jeszcze nie ma, ale możesz poszukać jakiś kubłów po farbach, w tym celu myszkując w labiryncie kartonów w garażu; kubeł należy dodatkowo opóżnić i umyć.

Niemożliwe? Ale jednak jakoś to wszystko idzie. A swoją drogą, jeśli można rozszczepiać sygnał telewizyjny z jednej anteny do kilku telewizorów, może jest jakiś taki konwerter, jakiś transformator albo inne ustrojstwo, które pozwoli być w kilku miejscach jednocześnie. Muszę koniecznie poszukać na Allegro. Jeśli znajdę, nie biorę udziału w żadnej licytacji licząc na okazyjny zakup. Bez wahania i bez względu na wady ukryte i koszty przesyłki wcisnę opcję "KUP TERAZ".

sobota, 20 września 2008
Niemowlęcy Fight Club

Ostatnio jak przez mgłę przypomniałam sobie film Fight Club, znany także jako Podziemny Krąg. Na najbardziej podstawowym poziomie interpretacji, Brad Pitt wciąga Edwarda Nortona w podziemny świat bójek i rywalizacji, o którym nie wolno nikomu mówić "na powierzchni".

Czasem zastanawiam się, czy niemowlęta nie mają jakiegoś swojego odpowiednika tej organizacji. Oczywiście nie w tak brutalnym wydaniu. Myślę jednak, że potajemnie zbierają punkty, awansują lub spadają w klasyfikacji generalnej, a na spacerach wymieniają między sobą porozumiewawcze spojrzenia lub rzucają sobie kolejne wyzwania.

 

Jeśli miałabym zgadywać, myślę, że punkty uzyskują za następujące czynności:

------------------------------ 

Kichnięcie z buzią pełną jedzenia

Obsiusianie mamy podczas przewijania

Beknięcie starszej siostrze prosto w twarz

Zachlapanie całej łazienki podczas kąpieli

---- 1 pkt

 ------------------------------

Zadrapanie się w oko, ewentualnie w nos

Wyrzucenie za łóżko ostatniego czystego smoka, niezbędnego do zaśnięcia

Puszczenie bąka u babci na kolanach

Wepchnięcie do ust całej rączki / stópki

Chwycenie mamy za włosy i wyrwanie przynajmniej pięciu

---- 2 pkt

Zrobienie kupy na przewijaku, jak tylko mama ściągnie pieluchę --- 3 pkt (za kupę "latającą" podwójna ilość punktów, za wsadzenie w tę kupę nogi w skarpetce - potrójna, za wsadzenie rączki i rozsmarowanie kupy po całym ciele - pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej)

Oprócz tego, członkowie niemowlęcego fight clubu stale poddawani są próbom. Czy potrafisz wytrzymać 5 godzin bez snu, pomimo skrajnego zmęczenia i tarcia oczu? Jak długo poradzisz sobie, odmawiając butli? Czy dasz radę złamać swoich rodziców płacząc bez przerwy przez 60 minut? Ile czkawek potrwafisz znieść w ciągu dnia? Niewątpliwie życie niemowlęcia, które jest członkiem podziemnego kręgu to pot, krew i łzy. Nie mówiąc już nic o życiu jego rodziców.

Nie pamiętam dokładnie, jak kończył się film. Chyba Norton staczał się na same dno, a Brad Pitt okazał się w końcu wytworem jego podświadomości (?). Karolina jeszcze się nie stoczyła. Ale z pewnością jest bliska zdobycia głównej nagrody. Nie dalej niż wczoraj wykonała manewr gwarantujący 1 miejsce w klasyfikacji generalnej. Boję się, że będzie chciała utrzymać swoją pozycję i nie zawaha się go powtórzyć.

Chyba też zaczynam rozumieć, dlaczego tak się uśmiecha do swojego odbicia w lustrze. Może widzi tam swoje nowe, fight-clubowe wcielenie. Z pewnością NIE Brada Pitta - w końcu jest dziewczynką. Ale wydaje mi się, że conajmniej raz wyszeptała: "Hello, Angie".

 

 

 

 

 

poniedziałek, 15 września 2008
Nieznośna lekkość bytu

Nie wiem, skąd u niemowląt taki pęd ku dorosłości. Są w stanie zacisnąć zęby (no ok, dziąsła) i wiele przecierpieć, żeby tylko odpowiednio szybko się rozwijać. Stąd leżenie na brzuchu, okupione sapaniem z wysiłku, stąd podciąganie się do siedzenia, podczas którego twarz czerwienieje i wyłazi żyła na czole.

Gdybym JA była niemowlęciem, żyłabym według filozofii carpe diem i z hedonistycznym samozadowoleniem nie robiłabym absolutnie nic.

Drogie niemowlęta, pozwólcie zatem, aby pewna starsza osoba objawiła Wam kilka prawd o życiu.

Po pierwsze, w świecie dorosłych podwojenie masy ciała w ciągu 5 miesięcy to powód do ostrej deprechy, żył wyprucia i rozpoczęcia ostrej katorgii dietowo-siłownianej. Wam nikt z tego powodu nie zaproponuje operacji żołądka, w dodatku lekarz pochwali, babcie wytarmoszą za zwisające poliki, a mama z tkliwością pomyśli, jak jej maleństwo pięknie rośnie.

Po drugie, nigdy więcej w waszym życiu nikt (a w szczególności wasze przyszłe teściowe) nie będzie się cieszył, że ucinacie sobie 3 drzemki w ciągu dnia. Zapomnijcie. Sen w świecie dorosłych dopuszczalny jest jedynie w nocy, a rano przerywa go bezlitosny dźwięk budzika (ewentualnie krzyk maleństwa "Rodziiiiiiiiiice, już się wyspaaaaaaałam!"). W każdym razie przez resztę życia będziecie cierpieć raczej na niedobór snu, niż jego nadmiar. Dlatego, jeśli mama przez godzinę Was usypia, doceńcie to i łaskawie zamknijcie oczy.

Po trzecie, już wkrótce skończą się czasy, kiedy to, że przewróciliście się z pleców na brzuszek lub odwrotnie wzbudzi absolutny zachwyt otoczenia i okaże się szczytem waszej aktywności w ciągu dnia. Wprawdzie są dorośli, którzy wyłącznie tym się zajmują, ale to raczej wyjątki w społeczeństwie (nazywamy ich politykami, trudne słowo).

Jest milion innych rzeczy, których dorośli mogą wam jedynie pozazdrościć: możliwość objadania się bez pamięci tuż przed zaśnięciem, czy nawet w środku nocy; to, że bez kiwnięcia palcem możecie opanować dowolny język (łącznie z keczua czy marokańskim arabskim) na poziomie native speakera oraz tego, że nie macie żadnych zmarszczek, choć obce są wam pojęcia kremów liftingujących, zastrzyków z botoksu i peelingów chemicznych.

A zatem następnym razem, kiedy przyjdzie wam do głowy podciągać się do siedzenia, wyluzujcie trochę, rozluźnijcie mięśnie, złapcie zen. Po prostu cieszcie się tą lekkością bytu, bez względu na to, jak nieznośna może wam się ona chwilowo wydawać.

 

czwartek, 11 września 2008
Niezwykłość losu - kumulacja

Nawet w monotonnym żywocie Młodej Matki, której  codzienność ciągnie się jak ciasto przez maszynkę do robienia makaronu, zdarzają się momenty niezwykłe, trochę wybijające ją ze zwykłej orbity, trochę potrząsające meduzowatym ciałem. Ostatnio coś takiego spotkało także mnie. I to od razu w postaci skumulowanej. Najpierw link do mojego bloga pojawił się na gazecie.pl, potem - na głównej stronie bloxa. Pociągnęło to za sobą zwiększoną liczbę odwiedzin, telefony, kwiaty, telegramy z gratulacjami, okolicznościowe premie, kupony promocyjne na telewizory plazmowe, oferty niskooprocentowanych kredytów na preferencyjnych warunkach.

Wpatruję się zatem w stronę ze statystyką odwiedzin i zastanawiam się, jaką Iloną Łepkowską należałoby się okazać, żeby to zainteresowanie utrzymać. W końcu postanowiłam sięgnąć po sprawdzone w show biznesie metody:

PO PIERWSZE - Golizna

A więc więcej relacji prosto z przewijaka, ewentualnie jakieś przebitki z kąpieli, oko kamery zagadkowo zaparowane, obraz dyskretnie rozmyty.

PO DRUGIE - Skandal

Posty z wykrzyknikami. Czerwone czcionki.

Matka malowała rzęsy, a dziecko płakalo!

Uśpiła, bo chciała obejrzeć ulubiony serial!

Karmiła tylko cztery miesiące! "Nie mam wyrzutów sumienia" mówi wyrodna matka. Dziś Stowarzyszenie Konsultantek Laktacyjnych przedstawi jej zarzuty.

PO TRZECIE - Kontrowersja

Bezpardonowa krytyka kobiet karmiących piersią trzyletnie dzieci.

Naśmiewanie się z czerwonych kokardek przy wózkach, mających chronić przez czarami.

NIE dla gejów chcących hodować rybki akwariowe.

Kombinezony zimowe tylko z naturalnych futer.

Degradacja Puszczy Amazońskiej zużytymi pieluchami.

Jeśli to nie pomoże, w użytek pójdzie tajna broń:

Zdjęcie kapcia Joasi Brodzik, w którym chodziła po szpitalu po urodzeniu bliźniąt.

Bawełniany stanik do karmienia Justyny Steczkowskiej.

Szczotka do czyszczenia butelek używana przez Agnieszkę Chylińską.

Negatywny test ciążowy Kasi Cichopek.

To NIE MOŻE się nie udać!

Odwiedzajcie zatem stadnie, dodawajcie do ulubionych, przesyłajcie link w mailach, publikujcie na forach. Obiecuję silne wzruszenia, niewiarygodny suspens i zaskakujące zwroty w akcji.

Wszystko to już wkrótce... Najpierw muszę zrealizować ten kupon na plazmę. 

poniedziałek, 08 września 2008
Utrata pamięci krótkotrwałej

Jakby patologii w codzienności niemowlęcia było mało, ostatnio ZNOWU zauważyłam coś dziwnego w swoim zachowaniu. Jak mama nie patrzyła, sprawdziłam w Googlu. Tak, to na pewno utrata pamięci krótkotrwałej.

No bo generalnie to wiem, gdzie mieszkam, że moja mama to ta z odrostami, tata - ten z buczącym głosem. Kręci się też czasem jakaś taka mała, co podaje się za moją siostrę i ją też kojarzę. Gorzej, jeśli mam sobie przypomnieć, co robiłam przed chwilą.

Weźmy na przykład taką zabawę na macie. Do niedawna moje ulubione zajęcie. Teraz koszmar.  Leżę sobie jak gdyby nic na pleckach, przewracam się z boku na bok, biorę sobie różne zabawki do buzi, normalnie czad. I nagle jakiś wewnętrzny głos podpowiada mi: Przewróć się na brzuszek, no przewróć, przewróć! Dobra, myślę sobie, można spróbować. Zgrabny manewr głową i nogami, zdecydowany zamach dupikiem i.. siłą rozpędu ląduję na brzuchu. Na początku jest fajnie, można się porozglądać, popatrzeć na świat z góry. I wtedy do mnie dociera: ja już przed chwilą tak leżałam! To niesamowicie męczące! No i nie da się zabawek brać do rączek! I głowa zaraz opadnie na matę, bo taka ciężka! Guz murowany. Pora wzywać posiłki – MAMO! MAAAAAAAAAAAAMOOOOOOOOO! Przewróć mnie na plecki! PRZEEEEEEEEEEEWRÓÓÓÓÓÓÓÓÓĆ!

O dzięki, kochana. No, co za ulga! Znowu można się przewracać z boku na bok, bawić zabawkami. No fajnie, ale ile można tak leżeć. O, kto tu tak do mnie mówi: Przewróć się na brzuszek, przewróć się na brzuszek…  No dobra, co mi szkodzi, zaryzykować można. W końcu ile można leżeć na plecach, kręgosłup się od tego prostuje. Zgrabny manewr głową i nogami, zdecydowany zamach dupikiem i.. siłą rozpędu ląduję na brzuchu. Na początku jest fajnie, można się porozglądać, popatrzeć na świat z góry. I wtedy do mnie dociera: ja już przed chwilą tak leżałam! To niesamowicie męczące! No i nie da się zabawek brać do rączek! I głowa zaraz opadnie na matę, bo taka ciężka!

MAAAAAAAAAAAAMOOOOOOOOO!

Od kilku dni każdy pobyt na macie to Dzień Świstaka
wtorek, 02 września 2008
Pragnienie metamorfozy

Kiedy Młoda Matka chce poeksperymentować ze swoim wizerunkiem, jej pole działania jest znacznie zawężone. Nowe ciuchy raczej odpadają, bo "jeszcze schudnę" i "niedługo przestanę karmić". Teoretycznie do szaleństw mogą zachęcać sklepy obuwnicze, jednak w nich także następuje zderzenie: trendy (pantofle na niebotycznie wysokich słupkach) versus posiadane obuwie spacerowe (zalety: płaskie, pogodooporne, nie trzeba wiązać). Spacer, oczywiście, wygrywa.

W końcu olśnienie - można iść do fryzjera. Nie na koloryzację, oczywiście, bo ona trwa zdecydowanie za długo, ale na jakieś szybkie cięcie. Można nawet pokusić się o odrobinę szaleństwa, w końcu siedzimy w domu... no i wielkimi krokami zbliża się sezon na czapki i kaptury. W razie czego nikt nie zauważy.

A więc udajemy się całe szczęśliwe do fryzjera, mając w pamięci gwiazdy na okładkach czasopism, tudzież spektakularne metamorfozy z programów telewizyjnych. Godzinę później wychodzimy klnąc pod nosem. Znowu dałyśmy się nabrać i zapomniałyśmy, że 80% fryzjerów w Polsce wybrało ten zawód nie dlatego, że fascynują ich włosy i są wulkanem kreatywności, ale dlatego, że w szkole nie uczyli się na tyle dobrze, żeby pójść do liceum. Poproszeni o radę i szaloną metamorfozę, popatrzą na nas zbici z tropu i zafundują nam jedną z 3 fryzur, które opanowali przez lata nauki w zawodówce (krótko z pejsami i wygolonym tyłem, paź z nijaką grzywką albo długo-cieniowano).

Skoro na kreatywność nie ma co liczyć, można zrobić drugie podejście z dokładnymi wytycznymi. Moje dotyczyły ścięcia grzywki (którą NB przez rok w bólach zapuszczałam, ale jak ma być metamorfoza, no to nie ma wyjścia). Jestem wielce doświadczona w posiadaniu grzywki i dokładnie wiem, jak powinna być ścięta, żebym wyglądała jak człowiek. Byłam pewna, że jeśli fryzjerzy, którzy czują się zagubieni, gdy pozostawia im się wolną rękę, podanie dokładnych instrukcji co do fryzury potraktują jak zbawienie. Nic bardziej mylnego. W tej opcji bowiem włącza im się w głowie 'fryzjer-doradca' (ciekawe, gdzie był poprzednim razem...). "Tej grzywki Pani nie ułoży" (ciekawe, układam od jakiś 10 lat z przerwami). "Pozwoliłem sobie ścieniować" (chciałam na prosto, no ale przecież nasi fryzjerzy są boscy we freestyle'u). "Podsuszyłem na okrągłej szczotce" (wrrrrrrrr, to miała być prosta). Po całej akcji wychodzę z zakładu nie z awangardową grzywką a la lata 20, lecz z grzywką Heidi wypasącej krowy na alpejskich łąkach. Z trudem powstrzymuję się, żeby nie jodłować w duchu.

Oczywiście nie mogę tego tak zostawić. W domu idą w ruch nożyczki i grzywka jest PRAWIE taka, jaka być miała. Jak wiemy, prawie robi wielką różnicę. Dlatego jeśli na następnym spacerze miniecie jakąś młodą matkę z grzywką w schodki, nie myślcie, że jest zaniedbana. Ona jest zadbana. Tyle tylko, że musiała zadbać o siebie sama.

 

piątek, 22 sierpnia 2008
List do Zygmunta F.

Drogi doktorze,

mama była dziś ze mną u pediatry. Postukał, pooglądał, zważył i tyle. Powiedział, że wszystko jest ok. A gdzie holistyczne podejście do pacjenta? Kto się zajmie moją duszą, moim ego i id, kto zanalizuje sny?

Mam poważne podejrzenia, że jednak nie wszystko jest w porządku, i to, że brzuch rośnie mi wielki, a nogi stają się długaśne to tylko pozory. Oto kilka rzeczy, które mnie niepokoją:

- z moim smoczkiem łączy mnie jakaś chora relacja, połączenie miłości i nienawiści; uwielbiam z nim zasypiać, ale z drugiej strony strasznie mnie wkurza; czy ten kompleks ma już jakąś nazwę?

- często budzę się w nocy  - z płaczem albo z krzykiem; to chyba nie jest w pełni normalne?

- być może jestem bulimiczką: często mam napady głodu, nawet w nocy czy nad ranem; miewam też okresy, kiedy jedzenie w ogóle mnie nie interesuje, a potem wypijam trzy butle naraz; następnie znowu poszczę nękana wyrzutami sumienia

- chyba nie jestem przystosowana społecznie - publiczne puszczanie bąków i bekanie sprawia mi niewypowiedzialną przyjemność, normalnie zero żenady;

- jestem patologicznie uzależniona od rodziców, szczególnie matki, nie wyobrażam sobie (przynajmniej na razie) żebym mogła się od nich wyprowadzić i żyć na własny rachunek;

- mam za sobą rozbudowaną historię samookaleczeń (zawsze się nasilają, gdy mam za długie paznokcie);

- nie odróżniam prawdy od fikcji; tak samo szczerze uśmiecham się do mojej siostry i jej lalki (przy okazji - wolę lalkę, nie ma w zwyczaju użądzać sobie seansu karaoke, gdy akurat zasypiam);

- potrafię płakać przez godzinę bez wyraźnego powodu

I co Ty na to, doktrze F.? Czy masz dla mnie jakąś diagnozę? Bo jak następnym razem pójdę do pediatry i usłyszę "Centyl taki a taki, 6200 g, baaardzo ładnie. Powiesz do mnie A GU?" to normalnie nie wyrobię. Jeśli wyrosnę na zdołowaną, nieprzystosowaną społecznie psychotyczną bulimiczkę, to będzie jego wina.

Niech ktoś mi w końcu popatrzy głęboko w oczy i dojrzy moją duszę. Przecież nie tylko dorośli mogą mieć bogatą osobowość.

sobota, 16 sierpnia 2008
Kobieta-Kot usypia maleństwo

Młode Matki wciąż słyszą: "Dzieci powinny usypiać w hałasie, inaczej skończysz jako znerwicowana matka chodząca na palcach i uciszająca wszystkich wokół. Na własne życzenie, zresztą". Przy pierwszym dziecku ochoczo im przytakiwałam. Jednak przy Młodej, która najwyraźniej potrzebuje znacznie mniej snu niż bym chciała, kwestia usypiania stała się bardziej drażliwa.

A zatem OWSZEM, chodzę na palcach. I uciszam. I robię jeszcze inne rzeczy, do których może nie powinnam się przyznawać. Albowiem każda Młoda Matka, jeśli przydaży jej się choć jedna sytuacja z poniżej wymienionych, powinna zastanowić się, czy aby nie straciła zdrowego dystansu do całej sprawy:

1. Młoda usypiając rozgląda się. Jeśli Młoda Matka znajdzie się w zasięgu jej wzroku, dzieć natychmiast szeroko się uśmiecha, gubiąc tym samym smoka i zaprzepaszczając szanse na szybkie zaśnięcie. Ostatnio zatem opuszczam sypialnię na czworakach, tak by nie mogła mnie dojrzeć z łóżeczka. Przy okazji przeklinam sztywność stawów i obiecuję przy następnej okazji poćwiczyć asanę "Pies z głową w dół". Z pewnością przyda się przy kolejnym usypianiu.

 

 

2. Usypiałam Młodą jedząc marchewkę. Chrupanie nie powinno jej przeszkadzać, gdyż zagłuszała je obracająca się nad łóżeczkiem karuzelka z pozytywką. W pewnym jednak momencie karuzelka stanęła, a ja siedziałam przez jakieś pięć minut z ustami pełnymi marchewki (jeśli spróbowałabym ją pogryźć, Młoda z pewnością by się wybudziła; jeśli spróbowałabym wstać i wyjść, krzesło by zaskrzypiało; musiałam zatem poczekać, do chwili, aż jakiekolwiek poruszenie się przestanie grozić katastrofą).

3. Jeśli usypiając Młodą położę się na naszym skrzypiącym łóżku, bezszelestne zsuwanie się z niego wymaga umiejętności gwarantujących złoty medal w gimnastyce artystycznej, a także pewnego zacięcia saperskiego - trzeba szóstym zmysłem wyczuwać miejsca, w których jak miny czekają najbardziej skrzypiące sprężyny. Oczywiście nie posiadam detektora, jak prawdziwi saperzy ani też figury chińskiej gimnastyczki artystycznej, co dodatkowo nie ułatwia sprawy.

A więc stop-klatka. Oto ja, osoba dorosła, blisko trzydziestoletnia. Do niedawna odpowiedzialny pracownik zajmujący się Bardzo Poważnymi Rzeczami i pracującego na korzyść mojej Bardzo Korporacyjnej Korporacji. Zamieniam się w Kobietę z nieułożonymi włosami i podbrudzonym ulewkami t-shircie, w Kobietę-Kota czołgającą się po podłodze z ustami pełnymi marchewki.

Wszystko dlatego, by Słodkie Maleństwo w końcu zasnęło. PONIEWAŻ JESTEM TEGO WARTA.

poniedziałek, 11 sierpnia 2008
Babcia - ślepy zaułek ewolucji

Pewnego dnia Ewolucja przyglądała się z zaciekawieniem rodzajowi ludzkiemu. Postanowiła zrobić coś, żeby pomóc mu w przetrwaniu. Najpierw przyjrzała się zatem mężczyźnie, ale szybko machnęła z rezygnacją ręką i wzięła na warsztat kobietę. To nie fair kazać jej rodzić dzieci przez całe życie. pomyślała. Niech na starość odpocznie, zrobi coś dla swojej społeczności. Niech zbiera zioła, robi na drutach i dba o ciągłość tradycji. I tak powstała kobieta-instytucja czyli babcia. Przez tysiąclecia pełniła niebagatelną rolę w historii ludzkości. Jednak w XXI wieku zbieranie ziół i robienie na drutach odeszło do lamusa, a za to pojawiły się:

> sklepy z zabawkami

> restauracje fast-food

> produkowane na masową skalę słodycze.

Wydaje się, że to one sprowadziły babcię na manowce ewolucji. Oto istota dotąd pożyteczna, zamiast przyczyniać się do przetrwania ludzkiego gatunku, zajęła się działalnością szkodliwą i wywrotową: rozpieszczaniem swoich wnuków.

Poniższy test pomaga ustalić, czy w nierównej walce o wychowanie dziecka w zdrowej atmosferze Wy, Rodzice, macie jeszcze jakieś szanse.

1. Kiedy Babcia przyjeżdża do Was w odwiedziny:

a) jest w stanie prowadzić w miarę przytomną konwersację na różne tematy

b) z zamglonymi oczami wpatruje się we wnuczkę i jak zahipnotyzowana powtarza w kółko "Jaka ona śliczna. Jaka ona śliczna". Próby bawiązania jakiegokolwiek kontaktu spełzają na niczym

2. Kupując prezenty dla Waszego dziecka Babcia:

a) zachowuje rozsądną częstotliwość, bierze pod uwagę ich przydatność, jak również możliwości ich składowania w  Waszym ciasnym lokum

b)  kupuje wszystko, o co Kochany Aniołek ją poprosi i jeszcze więcej; ok. 60% stanowią plastikowe "cuda" Made in China, które dziecku owszem, podobały się w sklepie, ale zapomina o nich wkrótce po zakupie

3. Po tygodniu niewidzenia się z Wami Babcia:

a) dzwoni do Was spytać jak Wam leci

b) z wyrzutem oświadcza, że już prawie nie widuje swoich wnuków (oczywiście izolacja to podły, świadomy zabieg ze strony rodziców)

4. Jeśli jadące z Babcią samochodem dziecko oświadcza, że jest głodne, Babcia:

a) tłumaczy, że zaraz będą w jej domu, gdzie czeka pyszny rosołek

b) z piskiem opon zawraca i pędzi pasem pod prąd, bo właśnie minęli McDonalda, a odkąd w Happy Mealu oprócz ociekających tłuszczem frytek i kawałków ze skóry i piór kurczaka w panierce jest jeszcze JABŁKO, jest to ekstra zdrowa przekąska dla trzylatka

Nie muszę chyba tłumaczyć, że jeśli wybraliście większość odpowiedzi b) jesteście jako rodzice na przegranej pozycji. W tym miejscu muszę też zastrzec, że wszystkie przestawione wyżej sytuacje są fikcyjne, a jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych jest złudne i niczym nieuzasadnione. Babcie są oczywiście najlepsze.

A to, że wychowanie moich córek powierzyłam Dziadkowi, to jedynie przypadek.

 
1 , 2