Blog > Komentarze do wpisu
Pragnienie metamorfozy

Kiedy Młoda Matka chce poeksperymentować ze swoim wizerunkiem, jej pole działania jest znacznie zawężone. Nowe ciuchy raczej odpadają, bo "jeszcze schudnę" i "niedługo przestanę karmić". Teoretycznie do szaleństw mogą zachęcać sklepy obuwnicze, jednak w nich także następuje zderzenie: trendy (pantofle na niebotycznie wysokich słupkach) versus posiadane obuwie spacerowe (zalety: płaskie, pogodooporne, nie trzeba wiązać). Spacer, oczywiście, wygrywa.

W końcu olśnienie - można iść do fryzjera. Nie na koloryzację, oczywiście, bo ona trwa zdecydowanie za długo, ale na jakieś szybkie cięcie. Można nawet pokusić się o odrobinę szaleństwa, w końcu siedzimy w domu... no i wielkimi krokami zbliża się sezon na czapki i kaptury. W razie czego nikt nie zauważy.

A więc udajemy się całe szczęśliwe do fryzjera, mając w pamięci gwiazdy na okładkach czasopism, tudzież spektakularne metamorfozy z programów telewizyjnych. Godzinę później wychodzimy klnąc pod nosem. Znowu dałyśmy się nabrać i zapomniałyśmy, że 80% fryzjerów w Polsce wybrało ten zawód nie dlatego, że fascynują ich włosy i są wulkanem kreatywności, ale dlatego, że w szkole nie uczyli się na tyle dobrze, żeby pójść do liceum. Poproszeni o radę i szaloną metamorfozę, popatrzą na nas zbici z tropu i zafundują nam jedną z 3 fryzur, które opanowali przez lata nauki w zawodówce (krótko z pejsami i wygolonym tyłem, paź z nijaką grzywką albo długo-cieniowano).

Skoro na kreatywność nie ma co liczyć, można zrobić drugie podejście z dokładnymi wytycznymi. Moje dotyczyły ścięcia grzywki (którą NB przez rok w bólach zapuszczałam, ale jak ma być metamorfoza, no to nie ma wyjścia). Jestem wielce doświadczona w posiadaniu grzywki i dokładnie wiem, jak powinna być ścięta, żebym wyglądała jak człowiek. Byłam pewna, że jeśli fryzjerzy, którzy czują się zagubieni, gdy pozostawia im się wolną rękę, podanie dokładnych instrukcji co do fryzury potraktują jak zbawienie. Nic bardziej mylnego. W tej opcji bowiem włącza im się w głowie 'fryzjer-doradca' (ciekawe, gdzie był poprzednim razem...). "Tej grzywki Pani nie ułoży" (ciekawe, układam od jakiś 10 lat z przerwami). "Pozwoliłem sobie ścieniować" (chciałam na prosto, no ale przecież nasi fryzjerzy są boscy we freestyle'u). "Podsuszyłem na okrągłej szczotce" (wrrrrrrrr, to miała być prosta). Po całej akcji wychodzę z zakładu nie z awangardową grzywką a la lata 20, lecz z grzywką Heidi wypasącej krowy na alpejskich łąkach. Z trudem powstrzymuję się, żeby nie jodłować w duchu.

Oczywiście nie mogę tego tak zostawić. W domu idą w ruch nożyczki i grzywka jest PRAWIE taka, jaka być miała. Jak wiemy, prawie robi wielką różnicę. Dlatego jeśli na następnym spacerze miniecie jakąś młodą matkę z grzywką w schodki, nie myślcie, że jest zaniedbana. Ona jest zadbana. Tyle tylko, że musiała zadbać o siebie sama.

 

wtorek, 02 września 2008, mc_gee
Komentarze
2008/09/07 00:17:11
Boskie!
I jakbym o sobie czytała:)))
Sama to przechodziłam ostatnio.
-
2008/09/07 02:02:23
Hm...a ja chciałam sobie zrobic grzywkę...ale po tym, co przeczytałam to już chyba nieaktualne:)
U fryzjera boję się bardziej niż u lekarza- nigdy nie wiadomo w jakim kierunku pójdzie improwizacja..:)
-
2009/06/06 22:33:38
Bo fryzjer jak chirurg - zawsze zaleca cięcie. więc ja wybrałam farbowanie w domu. Z którego mogłaby powstać historyjka na tego bloga również...